Grudzień 1970, 1981 - złotowskie historie cz.1

  • 03.12.2017, 13:14 (aktualizacja 03.12.2017, 14:04)
  • Piotr Tomasz
Grudzień 1970, 1981 - złotowskie historie cz.1
Relacja Stefanii Polechońskiej

Władze komunistyczne (w latach 1944-89) zamordowały tysiące Polaków, nie miało przy tym znaczenia kogo zabijano, bito lub komu złamano życie. Istotna była obrona zbrodniczej ideologii, radzieckiej hegemonii w Europie Środkowo-Wschodniej oraz pozycji tych, którzy za judaszowe srebrniki postanowili wiernie służyć okupantowi. Wrogiem mógł stać się każdy, wystarczyło znaleźć się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie...

Opowieść pani Stefanii Polechońskiej mieszkanki Lędyczka to jedna z takich historii. Jej relacja o bracie – Janie Polechońskim, pełnym energii młodym człowieku, powoduje głębokie wzruszenie. Od wydarzeń na Wybrzeżu minęło blisko 50 lat, sugestywne słowa starszej Pani sprawiają jednak, że przed oczami słuchającego raz po raz stają obrazy: młodego mężczyzny, jego ukochanej, dziecka, które szykuje się do przyjścia na świat... Radość życia zostaje jednak przerwana ciosem, który zadał człowiek w mundurze z orłem na czapce. Śmiercionośna kula przeszyłaa pierś, bo taki rozkaz wydał inny oficer mieniący się Polakiem. Zginął młody człowiek, bo mordowanie bliźnich zaaprobował ten, który fałszywie kazał nazywać siebie „towarzyszem”.

17 grudnia 1970 roku komunistyczne wojsko otworzyło ogień w stronę robotników, którzy szli do pracy. W rejonie przystanku kolejki elektrycznej Gdynia-Stocznia śmierć poniosło 13 osób, a kilkudziesięciu robotników zostało ciężko rannych. Wśród poległych znalazł się Jan Polechoński. To jednak nie koniec historii. Władza ludowa nie miała bowiem serca wobec tych, których dosięgła jej karząca ręka. Tak jak w 1963 roku ciało Józefa Franczaka oddano bez odciętej głowy, tak i w 1970 roku potęgowano cierpienie rodziny, zezwalając na pochówek bez należnego ceremoniału. Pogrzeby odbywały się skrycie, około pierwszej w nocy. Teren otaczali żołnierze, którzy zamiast Polski bronili zbrodniczego systemu.

 

Historycy dołączyli śmierć Jana Polechońskiego do zbrodni PRL-u. Czy jednak statystyka jest właściwą miarą tragedii ludzkich? A dziecko, które nie przyszło na świat w następstwie decyzji komunistycznych przywódców? A żona, która po tych wydarzeniach nie wyszła już nigdy za mąż, z trudem znosząc ciężar tak bolesnego doświadczenia? A matka, ojciec, rodzeństwo, inni najbliżsi? Tego cierpienia nie jest wstanie oddać żadna statystyka, zrekompensować jakiekolwiek odszkodowanie, nawet słowo „przepraszam” oprawcy w polskim mundurze.

 

Piotr Tomasz

historyk, regionalista, dziennikarz, emigrant

 

 - materiał filmowy zrealizowaliśmy wspólnie z kolegami w 2011 r.

Piotr Tomasz
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu 77400.tv z siedzibą w Złotowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe