Gra z butelką

  • 14.02.2018, 00:46 (aktualizacja 14.02.2018, 17:00)
  • Piotr Tomasz
Gra z butelką
Historia z przymrużeniem oka cz.1

Gra z butelką

 

 

Niektórzy Czytelnicy zwracają mi uwagę, że zbyt dużo miejsca poświęcam na przedstawienie negatywnych stron naszej lokalnej historii. Przyjmuje krytykę! W związku z tym wychodzę naprzeciw Państwa oczekiwaniom. Otwieram jeszcze jeden cykl. Serdecznie zapraszam stałych Czytelników na "historie z przymrużeniem oka". W premierowym odcinku tekst o działaczach PZPR z pięknego miasteczka nad Głomią, którymi wstrząsnęła wizyta pewnego milicjanta.

 

 

"Pić to trzeba umieć" – mówił Eryk (Jan Nowicki) do Synka (Cezary Pazura) w kultowym filmie "Sztos" (1997). O tej prawdzie być może nie pamiętał pewien towarzysz z miasteczka nad Głomią, który pięknego kwietniowego dnia w połowie lat osiemdziesiątych, "z bolącym goleniem" (w medycynie przypadłość zwana "syndromem Kwaśniewskiego"), pojawił się w budynku krajeńskiego komitetu PZPR. Pomimo osłabienia, zaprawiony w boju Towarzysz Andrzej, z gorliwością godną radzieckiego pioniera, przystąpił do partyjnej roboty. Jego socjalistyczny zapał ostudził widok milicjanta, który nieoczekiwanie pojawił się w drzwiach. Towarzysz Andrzej strasznie zbladł. Co się robi w takich przypadkach? Lekarz podpowie, że sprawdza się puls. Niestety, milicjant zmierzył coś innego.

 

Oczywiście stróż prawa nie był lekarzem, nie mógł zatem wystawić L-4. Był jednak człowiekiem bardzo zdeterminowanym, zdeterminowanym na tyle, że wymusił wysłanie Towarzysza Andrzeja na "urlop", nazwijmy go "zdrowotnym".

 

Postępowanie milicjanta, analfabety w dziedzinie medycyny i panujących wówczas zwyczajów, sprawiło, że najświatlejsi obywatele miasteczka nad Głomią zwołali konsylium. Tup, tup, tup – odgłosy butów coraz donioślej było słychać na ulicy Jagiełły, gdy pewnego majowego poranka towarzysze zmierzali do komitetu. W sumie należy powiedzieć mocniej, do miejscowego komitetu PZPR zmierzało kilku gniewnych ludzi, których protezy w ustach przypominały, że "zjedli własne zęby" w walce z reakcją. Towarzyszyli im POP-i. Oczywiście nie chodzi o prawosławnych duchownych, a jedynie ówczesnych aktywistów partyjnych. Wielu z nich w III RP ulegnie duchowej przemianie, a efekty tego cudu będzie można zaobserwować w pierwszych ławkach w kościele oraz na listach wyborczych prawicy.

 

Jako pierwszy na miejsce obrad dotarł towarzysz kombatant, który tradycyjnie przewlekał moment rozpoczęcia zebrania, snując opowieści z czasów wojny, jak chwyciwszy w ruki szpadel z fryca robił marmoladę albo za pomocą kija oddział szwabów powybijał! Gdy tylko zakończył, głos zabrał najważniejszy towarzysz w mieście, towarzysz Stanisław.

- Nie może być tak, ze milicja będzie ponad partią – jego słowa zjeżyły włos nawet na niemal łysych głowach niektórych towarzyszy. Beriowszczyzna – grzmiał doniośle. Tak mocne słowa w ustach zasłużonego działacza PZPR, któremu już wtedy należała się ulica w mieście, zrobiły wrażenie. Macie rację – zawołał zasłużony towarzysz Jan z literką "W" – któremu może nie ulica, ale tablica na budynku już wtedy sie należała. Wyraźnie zadowolony z poparcia towarzysz Stanisław ciągnął dalej, dalej i dalej. Po około godzinie w końcu spuentował "reakcja zarzuca komunizmowi, że pożera własne dzieci i w naszym przypadku to się potwierdza".

 

Jan z literką "S" – wybitny hodowca "narybku dla partii", rzucił flegmatycznie - winiłbym tam obecnych, że zezwoli, żeby bez przedstawicieli władz wojewódzkich doszło do dmuchania w balon.

 

- Myślę, ze towarzysze mogą rozpatrywać tą sprawę w kategoriach prowokacji – przerwał mu ktoś z sali. Jan z literką "S" nie podjął jednak wątku, kończąc swoje wystąpienie westchnieniem, że w taki sposób traktuje się przedstawicieli władzy, że tak nie można.

 

Determinacja krajeńskich towarzyszy sprawiła, że przyparty do muru działacz KW PZPR w Pile, który gościł na zebraniu, puścił przysłowiową "parę z ust".

 

Towarzysze – rzekł łamiącym się głosem Andrzej z literką "K" – jest tu człowiek, który posiada wiele informacji, wie o wszystkim, nawet o imprezach rodzinnych i co się na nich dzieje, które przekazuje dalej...

 

Jan z literką "S" nie wytrzymał słysząc te słowa i zagrzmiał (na ile mu wrodzony flegmatyzm pozwolił) – trzeba przyjrzeć się ewentualnym informatorom!

 

W tym momencie towarzysz Stanisław wywołał aktyw młodzieżowy PZPR do odpowiedzi.

 

Henryk z literką "K", któremu ponoć Cyganka wywróżyła, że kiedyś zostanie radnym powiatu, powiedział – "Naszym obowiązkiem, obowiązkiem całej partii jest wychowywanie ludzi. Chyba nikt tu z obecnych nie ma wątpliwości, że towarzysz Andrzej jest oddany sprawie partii. W dalszych słowach bronił kolegi partyjnego z talentem godnym przedwojennego adwokata, zbierając przy tym soczyste brawa.

 

Po tym płomiennym wystąpieniu przyszedł czas na konkluzję.

 

Towarzysze zaczęli podawać do protokołu coraz to śmielsze tezy: - działanie milicji jest dla nas niezrozumiałe, - naczelnik czy sekretarz będąc u rolnika musi się napić symbolicznej lampki wina, aby nie dopuścić do awantury itd. Towarzysze w Krajence poczuli się tak pewnie, że Jan z literką "S", spoglądając w stronę działacza KW PZPR z Piły, pozwolił sobie rzucić - "a gdyby tak ktoś zadzwonił, że w KW PZPR w Pile ktoś pije...".

 

Nie zdążył zakończyć. Miarka się przebrała. Towarzysz Andrzej z literką "K" (ten z KW PZPR w Pile) nie mógł sobie pozwolić na dalsze podważanie autorytetu partii. Rzucił więc twardo: kogo towarzysze proponujecie na wakujące stanowisko? Krajeńscy towarzysze oniemieli. Dostali niczym obuchem w głowę. Zapadła solidarna cisza.

 

Cała historia zakończyła się jednak szczęśliwie. Emocje opadły, towarzysz (o którego toczył się spór) wrócił wkrótce na swoje stanowisko. Dożył zmiany ustrojowej i pozostał wpływowym autorytetem. Również inni towarzysze doczekali nowej Polski, w której czuli się doskonale. W całej historii nieznany pozostaje jedynie los milicjanta, który posłużył się stalinowskimi metodami...sięgając po balonik.

 

Piotr Tomasz

 

Ps. Cała historia, która tradycyjnie jest pełna jadu i nienawiści, została całkowicie zmyślona. Wszelkie podobieństwo do osób występujących w rzeczywistości i zdarzeń jest przypadkowe i niezamierzone. Moi oponenci zapewne powiedzą, że napisałem kłamstwa. Pełna zgoda:) Państwu pozostawiam ocenę, w którym miejscu posługuję się nieprawdą, w artykule czy w postscriptum:)? Tertium non datur!

 

  • żródło: dokument "dziewica", i pomyśleć, że powstało tyle książek i artykułów o naszym regionie, a ja wciąż "rozdziewiczam" kolejne teczki z papierami sprzed 30, 40, 50 czy 60 lat.

     

 

 

 

 

 

 

Piotr Tomasz
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (2)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu 77400.tv z siedzibą w Złotowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
PROBOSZCZ
PROBOSZCZ 14.02.2018, 21:27
CYMBAŁY
Piotr Tomasz
Piotr Tomasz 15.02.2018, 11:21
Taka była epoka

Pozostałe