Niezłomna Stanisława

  • 1.04.2018, 20:08 (aktualizacja 05.04.2018 22:23)
  • Piotr Tomasz
Niezłomna Stanisława
Historia Siostry Wiarusa

25 marca 2018 r. w Pile pani Stanisława (Grabowska) Wądołowska otrzymała Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie przyznał Prezydent RP Andrzej Duda. W związku z tym wydarzeniem odbyła się premierowa projekcja filmu "Siostra Wiarusa", którego autorami są: Piotr Tomasz i Kamil Ceranowski (mieszkańcy powiatu złotowskiego). Wkrótce dokument, który opowiada o tragicznych losach Stanisławy Grabowskiej, będzie można zobaczyć także za pośrednictwem internetu. Do tego czasu przypominamy artykuł Piotra Tomasza, który ukazał się w ubiegłym roku m.in. w Zeszytach Historycznych Pilskich Dni Pamięci Żołnierzy Wyklętych oraz Kwartalniku Wyklęci. 

 

Niezłomna Stanisława - Siostra "Wiarusa"

 

Kilka lat temu na rynku wydawniczym ukazała się książka Kajetana Rajskiego "Wilczęta", w której synowie i córki Żołnierzy Wyklętych przedstawili trudne i skomplikowane historie swoich rodziców oraz opowiedzieli o własnych przeżyciach. Należy w tym miejscu podkreślić, że represje ze strony komunistów kierowane wobec rodzin uczestników II konspiracji sięgały znaczniej szerzej, dotykały bowiem wstępnych, rodzeństwa, a nawet dalszych krewnych. Ich losy nie stanowią jednak z reguły przedmiotu opracowań historycznych. Tymczasem, choć nie byli oni bezpośrednio zaangażowani w konspirację, ponosili również ogromną ofiarę. W niektórych przypadkach niemal równą tym, którzy podjęli czynną walkę z sowieckim okupantem. Takim przykładem jest życiorys, mieszkającej od 1981 r. w Pile, Stanisławy Grabowskiej Wądołowskiej - siostry legendarnego „Wiarusa".

 

Stanisława Grabowska urodziła się 12.09.1924 r. we wsi Grabowo Stare w powiecie łomżyńskim. Rodzice Jan i Stefania posiadali około 20-ha gospodarstwo. Mieli ośmioro dzieci: Tadeusza, Stanisława, Stanisławę, Józefa, Wawrzyńca (żył zaledwie 3 miesiące), Annę, Czesławę oraz Marię. Pierwsze obrazy związane z II wojną światową, zapisane w pamięci piętnastoletniej wówczas Stanisławy, to wszechobecny terror ze strony sowieckiego okupanta. Jednym z jego elementów były zsyłki ludności polskiej na Syberię. Tego losu doświadczył m.in. jej najstarszy brat – Tadeusz, który został zesłany na Sybir, zaraz na początku „pierwszej sowieckiej okupacji“. Kilka lat później opuścił ją wraz z armią gen. Władysława Andersa. Nie dane mu było jednak bić się o wolną Polskę. Wycieńczony zesłaniem zmarł 16.09.1943 r. w Teheranie (data na podstawie wspomnień rodzinnych, w opracowaniu Piotra Łapińskiego "Stanisław Grabowski "Szalony Stasiek", "Wiarus" widnieje rok 1942, źródło www.bbn.gov.pl).

 

W czerwcu 1941 roku narodowo-socjalistyczne Niemcy zaatakowały swojego dotychczasowego sojusznika - sowiecką Rosję. Na ziemię łomżyńską wkroczył kolejny okupant. Sytuacja zasadniczo nie zmieniła się. Nadal trwał terror oraz wywózki, tyle że w przeciwnym kierunku, tj. na przymusowe roboty do Niemiec. Dotknęły one również rodzinę Grabowskich. Najpierw Stanisława (przyszłego „Wiarusa"), który uciekł z transportu, a następnie Stanisławę, która ocalenie zawdzięczała jedynie sprytowi wspomnianego brata. Stanisław przeszkolił bowiem obcą niepełnosprawną kobietę, która odegrała rolę jego młodszej siostry. Dzięki temu zabiegowi zdezorientowani Niemcy zrezygnowali z wywiezienia kobiety na roboty. Powyższy manewr powiódł się także dzięki przychylności jednego z urzędników (pełnił funkcję tłumacza), który znał Grabowskich i nie ujawnił faktu mistyfikacji Niemcom.

 

Przyszły „Wiarus“ był człowiekiem nie tylko sprytnym (co szczególnie przydało się w okresie II okupcji sowieckiej), ale także niezwykle uzdolnionym. Stanisława Grabowska z sentymentem wspominała, że uwielbiał majsterkownie, zwłaszcza stolarkę. W jej pamięci zapisał się m.in. wykonany przez niego w II klasie szkoły podstawowej dwupłatowy samolot z drewna, który umieszczony w ogródku wzbudzał zachwyt okolicznych mieszkańców. Niestety nie było mu pisane rozwijać tych talentów w dorosłym życiu. Patriotyzm połączony z głęboką wiarą nakazywał mu bowiem stawić czoła diabolicznym ideologiom, które niszczyły katolicką od stuleci Polskę. Dlatego stolarskie dłuto zastąpił karabin. W 1943 roku został zaprzysiężony jako żołnierz Narodowej Organizacji Wojskowej i na stałe związał się z podziemiem narodowym na Podlasiu, obierając w nim pseudonim ''Wiarus''.

 

Niewątpliwie urodzony 21 marca 1921 roku Stanisław Grabowski „Wiarus“ zapisał piękną kartę w historii antykomunistycznego podziemia w Polsce. Służył w oddziale Pogotowia Akcji Specjalnej (pod dowództwem „Stalowego"), 3. Brygadzie Wileńskiej NZW (pod dowództwem kpt. Romualda Rajsa „Bury”) oraz 2 kompanii NZW (pod dowództwem Lucjana Grabowskiego "Wybicki"). Działalność antykomunistyczną zawiesił tylko na moment, ujawniając się 17 kwietnia 1947 roku podczas ogłoszonej przez „władzę ludową” tzw. amnestii. Kilkanaście dni później ponownie podjął walkę z komunistami, którą prowadził od tego momentu już jako dowódca samodzielnego oddziału. Przez szeregi jego grupy, działającej niemal do końca 1952 roku, przewinęło się łącznie ponad trzydziestu partyzantów. Jednym z nich był brat dowódcy, Józef Grabowski „Vis". Formacja przeprowadziła kilkadziesiąt akcji bojowych. Najsłynniejszą z nich było zajęcie 29 września 1948 roku miejscowości Jedwabne. W miasteczku odbył się wówczas m.in. antykomunistyczny wiec z udziałem mieszkańców. Była to prawdopodobnie ostatnia tego typu operacja antykomunistycznego podziemia w Polsce.

 

W miarę jak rosła legenda „Wiarusa” wzmagały się również represje wobec pozostałych członków rodziny Grabowskich. Przybierały one różne formy. Najczęściej były to bezpośrednie wizyty funkcjonariuszy UB. Zachowywali się oni z reguły bardzo brutalnie, zastraszając domowników w różny sposób (strzały w kierunku domu, grożenie aresztowaniem lub wywózką na Syberię). Czasami komuniści posługiwali się także bardziej subtelnymi metodami. Przykładem jest wizyta mężczyzny w przebraniu księdza, który próbował uzyskać informację o miejscu pobytu „Wiarusa”. Działania funkcjonariuszy przybierały również groteskowy charakter. Tutaj przykładem jest „aresztowanie” psa „Wiarusa” o imieniu „Bukiet” i obwożenie go po okolicy, celem sprawdzenia, kogo traktuje w przyjazny sposób. Wszystkie te czynności nie przynosiły jednak zamierzonego przez komunistów rezultatu. Skuteczniejsza okazała się natomiast działalność konfidentów UB. Jeden z nich przyczynił się m.in. do aresztowania Stanisławy Grabowskiej jesienią 1946 roku.

 

Judaszem okazał się sąsiad Grabowskich - sołtys wsi o imieniu Mieczysław. Jego haniebna rola wyszła na jaw dzięki łączniczce „Wiarusa” - Otolii Czarnowskiej. Jej rodzina związana była z podziemiem, na zewnątrz sprawiała jednak wrażenie ludzi akceptujących nowy porządek, co przejawiało się m.in. w jednoznacznych deklaracjach. Dzięki temu „władza ludowa” postrzegała ich jako lojalnych obywateli. Ufał im także sołtys Mieczysław, który był zatwardziałym komunistą. Według relacji Stanisławy Grabowskiej to właśnie w domu łączniczki zdradził, że przyczynił się do jej aresztowania. W tym samym miejscu kilka dni później raz jeszcze potwierdził swoją współpracę z UB (powiedział m.in. „dotąd nie wydawała, ale teraz zobaczycie, teraz się posypie, ona wszystko wie.”). Prawdopodobnie na podstawie tych informacji, „Wiarus” podjął decyzję o likwidacji sołtysa. Stanisława Grabowska relacjonuje, że partyzanci podeszli pod dom i poprosili o podwózkę.  Sołtys zapewne zdawał sobie sprawę, że to fortel i jego godziny są już policzone. Pożegnał się bowiem z rodziną. Tuż przed egzekucją w lesie przyznał się, że wskazał Stanisławę jako osobę powiązaną z podziemiem. Zarzekał się jednocześnie, że naprawi swój błąd i sprawi, by została wypuszczona. Na nic zdały się jego zapewnienia i błagania. Wyrok wykonano.

 

Stanisława Grabowska została zatrzymana pod koniec października 1946 roku. Około godziny 9 rano rodzinny dom otoczyło kilkudziesięciu funkcjonariuszy UB. Nie podając powodu najścia zabrali kobietę, zaprowadzając do sąsiedniej wioski, po około dwóch godzinach do kolejnej. Następnie załadowano ją na samochód i pod silną eskortą wywieziono do aresztu PUBP w Łomży. Zamknięta została w ciemnej, brudnej i zimnej piwnicy bez okna. Pierwsze momenty z pobytu w celi, zapisane w jej pamięci, to wulgarnie wyrażający się wartownik. To właśnie on, po upływie pewnego czasu, otworzył drzwi celi. Obok niego stało 4 funkcjonariuszy UB. „Leżałam wtedy na na boku, a oni do mnie, że nie raczę wstać, zobacz jaka ważna" - wspominała pani Stanisława. Tej nocy wielokrotnie powtarzały się tego rodzaju sceny. Kolejni funkcjonariusze zachowywali się bowiem w ten sam sposób, grożąc i strasząc sformułowaniami typu: „…mamy ptaszka, już my sobie z Tobą pogadamy". Tego typu pogróżki nie okazały się pustosłowiem.

 

Przesłuchanie rozpoczęło się jeszcze tej samej nocy. Stanisławę Grabowską doprowadzono z celi do znajdującego się na piętrze budynku pokoju. Padły pierwsze pytania ze strony przebywających tam ubeków. Przynależność? Pseudonim? Tortury psychiczne mieszały się z fizycznymi. Najpierw stójka na jednej nodze z rękami do góry. Po upadku zmiana nogi, po omdleniu odprowadzenie do celi. Kilka minut wytchnienia i powrót na przesłuchanie. W jego trakcie stale powtarzające się pytania. Ubecy nie byli jednak zbyt ostrożni. Siostra „Wiarusa“ wywnioskowała bowiem z ich słów, komu "zawdzięcza" aresztowanie. Od tego momentu w jej głowie przewijała się ciągle jedna myśl "Mieciek, Mieciek, cóż ja ci zrobiłam?". Nigdy nie otrzymała jednak odpowiedzi na to pytanie. 

 

Przesłuchania odbywały się głównie w nocy. Podczas trzeciej z nich Stanisława Grabowska została doprowadzona do pokoju, w którym znajdował się tylko jeden funkcjonariusz. Ubek wyjął pistolet i położył przed sobą. Po pewnej chwili zaczął udawać śpiącego, prowokując ją do reakcji. Pomimo pokusy siostra „Wiarusa" nie zareagowała, rozsądek wziął bowiem górę nad emocjami. „My cię do kościoła zaprowadzimy i ty przysięgniesz, że nie należysz do bandy – blefowali innym razem funkcjonariusze. Pomimo ciągłych przesłuchań Stanisława Grabowska cały czas zaprzeczała przynależności do antykomunistycznej organizacji oraz kontaktom z „Wiarusem". Ubecy postanowili więc zastosować kolejną „metodę śledczą" wobec tak niezłomnej dziewczyny, wsadzając ją do karceru.

 

Jego wygląd zapadł głęboko w pamięci Stanisławy Grabowskiej. „Był wąski. Z góry spadała woda, pod nogami była ziemia, w drzwiach mała kratka, panowała ciemność, nie wiedziałam jaka jest pora dnia. Wciskałam się jak tylko mogłam w kąt tego ciasnego pomieszczenia, żeby bąble wody nie spadały mi na głowę. To było najgorsze". Co kilka minut pod drzwi karceru podchodził wartownik, nakazując żeby się odezwała. Gdy butnie milczała zaczynał klnąć i grozić: „Grabowska, bo cię zaraz wyprowadzę." Innym razem mówił: „Muszę ciebie sprawdzać, żebyś się nie powiesiła, wiesz jak tu robili, jeden zdjął koszulę, skręcił i na kolanach się powiesił." W karcerze spędziła trzy doby. Po otworzeniu celi czekała na nią kolejna tortura. Ubecy dali jej do zjedzenia śledzia, oczywiście bez wody do popicia, by w ten sposób spotęgować pragnienie.

 

Ponownie rozpoczęły się przesłuchania. Stanisławę Grabowską zaprowadzono schodami do góry, do pokoju śledczych. Oprócz funkcjonariuszy UB znajdował się tam wielki pies. „Rozbierać się – padła komenda - dostaniesz lanie, to powiesz nam, jaki masz pseudonim“. „Niech mnie zabiją, a się nie rozbiorę“ – przemknęło jej przez głowę. Ubecy jednak nie odpuścili. Trzech z nich zdarło z niej ubranie, zawiązali chustką oczy i zaczęli bić gdzie popadnie. Krew zaczęła płynąć z otwartych ran po całym ciele, kobieta jęcząc wołała: „O Jezu, o Jezu, o Jezu...“ Bandziory z bezpieki nie zamierzały jednak przestać. Towarzysze radzieccy doskonale wpoili w nich bowiem zasadę, że dla wrogów komunizmu nie ma litości. Należy podkreślić, że hołdowali jej przez cały okres PRL, torturując i mordując np. księży katolickich jeszcze w latach 80. XX wieku.

 

Przesłuchania Stanisławy Grabowskiej przerywał jedynie pobyt w celi, który również nie przynosił wytchnienia. Samotność, ropiejące rany, zimno, ciemność, smród, brud, robactwo, gryzonie, wszy, podłe jedzenie (którego starała się nie jeść przez blisko dwa tygodnie). Nadto bluźniący i nieżyczliwi wartownicy, którzy odmawiali wody do mycia i kawałka ligniny, szydząc „niech ci partyzanci dają". W krótkich chwilach snu pojawiały się koszmary. Stanisławie Grabowskiej szczególnie utkwił jeden z nich. Śniła, że jest w domu, a na strychu przy okienku ktoś puszcza kamienie: pierwszy, drugi, trzeci... Kto to wlazł na ten strych? Patrzy, a tam stoi sołtys Mieczysław. To on puszcza te kamienie. Po chwili zobaczyła go we śnie jeszcze bardziej wyraźnie, z rogami na głowie i końskimi kopytami na nogach. Koszmar przerwało gwałtowne przebudzenie, przebudzenie w pomieszczeniu jak ze złego snu, do którego nieustannie dobiegały jęki przesłuchiwanych mężczyzn, których bito w piwnicy każdej nocy. Nie pomagały nawet palce wepchnięte głęboko w uszy.

 

Tego rodzaju katusze trwały przez około dwa miesiące śledztwa, tj. do czasu przewiezienia do więzienia w Białymstoku. Pomimo stosowania tak brutalnych metod Stanisława Grabowska nie potwierdziła przynależności do nielegalnej organizacji. Ponadto nie wydała osób, dzięki którym kontaktowała się z poszukiwanym przez bezpiekę bratem. Na początku 1947 roku odbyła się rozprawa sądowa. Miała ona miejsce na terenie więzienia w Białymstoku. Na podstawie art. 18. Dekretu z dnia 13 czerwca 1946 roku o przestępstwach szczególnie niebezpiecznych dla Państwa, Stanisława Grabowska została skazana przez Wojskowy Sąd Rejonowy na 5 lat pozbawienia wolności. Orzeczono także kary dodatkowe (wyrok zapadł 24 lutego 1947 r.). Na mocy ogłoszonej przez komunistów amnestii (uchwalonej przez Sejm Ustawodawczy 22 lutego 1947 r.) karę darowano. Dzięki temu, po 5 miesiącach od chwili aresztowania, wróciła do domu.

 

Po bolesnych doświadczeniach więziennych Stanisława Grabowska stała się jeszcze bardziej stanowcza wobec funkcjonariuszy UB, którzy nieustannie nachodzili jej rodzinny dom. Gdy pewnego dnia jeden z nich kolejny raz zapytał o „Wiarusa" odpowiedziała wprost, że widziała brata i radziła mu uciekać za granicę, a ten odmówił uzasadnając, że trzeba walczyć, że ma 10 kul, 9 na UB i jedną dla siebie. „Tyś jeszcze gorsza od "Wiarusa" – zakończył rozmowę wściekły funkcjonariusz. Należy nadmienić, że Stanisław Grabowski „Wiarus" ujawnił się dopiero w ostatnich dniach trwania amnestii przed Powiatowym Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego (PUBP) w Białymstoku. Nie dane mu było jednak cieszyć się spokojem. W trakcie jednej z wiejskich zabaw został napadnięty przez nieznanych sprawców. Padły strzały, które oznaczały naruszenie warunków amnestii. Niewykluczone, że była to prowokacja ze strony UB, by móc pod pozorem legalizmu rozprawić się z niepokornym żołnierzem antykomunistycznego podziemia. Stanisław Grabowski od tego momentu ponownie znalazł się w konspiracji, stopniowo rozbudowując swój oddział. Do jego podkomendnych dołączył m.in. młodszy brat, Józef Grabowski "ViS".

 

Pomimo grożącego niebezpieczeństwa Stanisława Grabowska dalej utrzymywała kontakt z bratem. „Zawsze ktoś mnie powiadomił, że mam tu i tu być" -wspominała po latach. Zapewne z tego faktu zdawali sobie sprawę również funkcjonariusze UB. Dlatego wobec rodziny Grabowskich, a w szczególności pani Stanisławy, podejmowano różnego rodzaju działania operacyjne. Między innymi latem 1948 roku z Franciszkiem i Czesławem Grabowskim dostała wezwanie na UB do Łomży. Byli tam przetrzymywani przez kilka godzin. Wypuszczono ich dopiero po podpisaniu oświadczeń, że jak spotkają „Wiarusa“ to zameldują o tym fakcie organom bezpieczeństwa.

 

Powyższe wydarzenie miało związek z prowokacją, którą wkrótce organa bezpieki zastosowały wobec Stanisławy Grabowskiej. Podczas odpustu w miejscowości Zawady podszedł do niej krewny z miejscowości Rzędziany wręczając list do „Wiarusa". Jego wiarygodności dodawał fakt, że doznał represji ze strony sowietów (jego rodzina została zesłana na Syberię). Zapewne dlatego, choć z oporami, pani Stanisława zdecydowała się zaufać i zabrać wiadomość. Kilka dni póżniej, po otrzymaniu informacji od łącznika, spotkała się w lesie z „Wiarusem", przekazując list. Podporucznik Grabowski natychmiast zapytał: „Kto ci to dał?". Po usłyszeniu odpowiedzi stwierdził krótko: „Zrobili ci podstęp, pójdziesz siedzieć".

 

„Wiarus" miał rację. Krótko po rozmowie Stanisława Grabowska została kolejny raz aresztowana. Podobny los spotkał również jej siostrę Czesławę. Obydwie zostały przewiezione do Zawad. Czesławę zaprowadzono na posterunek milicji, natomiast Stanisławę Grabowską poddano przesłuchaniu w budynku zaadoptowanym na potrzeby UB. Jedno z pierwszych pytań dotyczyło wspomnianego listu. Odpowiedziała zgodnie z prawdą, że zaniosła go „Wiarusowi“. Uzasadniła, że miała go od kilku dni, chodziła z nim na grzyby do lasu i tam przypadkowo natknęła się na brata, któremu go przekazała. Przesłuchujący oficer UB zdawał się nie dać wiary tym wyjaśnieniom. Złapał brutalnie Stanisławę Grabowską za włosy i uderzył wielokrotnie jej twarzą o stół. Chlusnęła krew plamiąc sąsiednie biurka i znajdujące się tam papiery. Funkcjonariusz, spoglądając na pokrwawione dokumenty krzyknął wściekle „Ja cię zabije,tyle pracy zmarnowałaś".

 

Po przesłuchaniu Stanisława Grabowska odprowadzona została na posterunek MO. Siostry przesiedziały w znajdującym się tam areszcie około tygodnia, a następnie zostały przewiezione do Urzędu Bezpieczeństwa w Białymstoku. Tam odbyło się kolejne przesłuchanie Stanisławy Grabowskiej. Tym razem w pokoju znajdowało się 9 osób, w tym 5 w sowieckich mundurach. Na przywitanie padło pytanie „Czym ci tu śmierdzi, Moskalem ci śmierdzi?". Stanisława Grabowska dobrze znała te słowa. Wypowiadała je bowiem rezolutnie w swojej rodzinnej wsi. Znowu ktoś doniósł - przeszło jej przez głowę. Postanowiła jednak nie prowokować ubeków, milczała. „Widzicie, zaniemówiła" – zakpił przesłuchujący funkcjonariusz, dodając po chwili „Teraz cię wywieziemy na białe niedżwiedzie".

 

Na szczęście tak się nie stało. Po dwutygodniowym przesłuchaniu siostry zostały odwiezione do więzienia w Białymstoku. To właśnie stamtąd zostały doprowadzone na rozprawę sądową pod eskortą milicjantów. Jeden z nich zapytał o powód zatrzymania. Stanisława Grabowska odpowiedziała na odczepne „Bo mnie z partyzantem w łóżku złapali“. Na twarzach funkcjonariuszy pojawiły się szelmowskie uśmiechy. Nie było im już jednak tak wesoło podczas samego procesu sądowego, który odbywał się przed sądem w Białymstoku. Dowiedzieli się bowiem, że eskortowali siostrę najbardziej poszukiwanego partyzanta antykomunistycznego podziemia, przed którym drżała cała okoliczna bezpieka.

 

20 grudnia 1948 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Białymstoku skazał Stanisławę Grabowską na karę 3 lat pozbawienia wolności. Czesława otrzymała wyrok o połowę niższy. Miejscem odbywania kary stały się więzienia w Białymstoku oraz na bydgoskim Fordonie. W tym drugim zakładzie karnym Stanisława Grabowska przebywała w celi z ponad trzydziestką innych kobiet. Otrzymała przydomek „Najmłodsza", ze względu na najniższy otrzymany wyrok. Odsiedziała całe 3 lata pozbawienia wolności. Trzy dni przed opuszczeniem więzienia otrzymała kolejny cios. Komuniści zastrzelili bowiem jej młodszego brata, Józefa Grabowskiego (23 października 1951 r., w opracowaniach historycznych pojawia się też data 24 października, w akcie zgonu widnieje natomiast 21 października 1951 r.). „Vis" poległ w zasadzce zorganizowanej przez UB i KBW w zabudowaniach pomagającego mu gospodarza Aleksandra Dobrzyckiego. Do śmierci podkomendnego „Wiarusa“ przyczynił się informator UB o pseudonimie „Wiatrak“.

 

Stanisława Grabowska po opuszczeniu więzienia w październiku 1951 roku nie miała dokąd wracać. Ubecy rozebrali bowiem rodzinny dom. Z tego powodu zamieszkała u siostry Anny w miejscowości Łaś Toczyłowo. To właśnie tam otrzymała kolejne wezwanie, że ma się stawić na UB do Białegostoku. To przelało czarę goryczy. Mając dość prześladowań ze strony komunistów, postanowiła uciec na tzw. „Ziemie Odzyskane". Udała się do Ustki. Znalazła tam zatrudnienie jako prządka, w niedzielę gotowała zaś obiady dla swojej pracodawczyni. W tej miejscowości poznała także swojego przyszłego męża Mariana Wądołowskiego. Pobrali się w Zawadach koło Łomży w 1953 roku. W obawie przed represjami niemal natychmiast jednak opuścili Podlasie, udając się do Żar. Później Stanisława Grabowska mieszkała w w różnych miejscowościach, najdłużej, bo blisko 27 lat, w Gołdapi. Tam pracowała w przedszkolu. Do Piły trafiła w październiku 1981 roku. Stało się tak za sprawą jej jedynej córki – Barbary, która wyszła za mąż za mieszkańca tego miasta. Ostatnie lat do emerytury Stanisława Grabowska przepracowała w laboratorium przy ulicy Budowlanych.

 

Stanisława Grabowska przebywała w miejscowości Łaś Toczyłowo w momencie, gdy poległ „Wiarus". Pamięta, że miała sen, który zwiastował to nieszczęśliwe wydarzenie. Widziała w nim brata, który brak przypiętego do munduru ryngrafu z Matką Boską tłumaczył zagubieniem go koło Tykocina. Podporucznik Stanisław Grabowski poległ w boju 22 marca 1952 roku wraz ze swoimi podkomendnymi: ppor Lucjanem Zalewskim „Żbik" oraz sierż Edwardem Wądołowskim „Humor". Do ich śmierci przyczyniła się współpracowniczka UB „Ewa“ (zwerbowana w grudniu 1951 roku). To własnie ona poinformowała organa bezpieczeństwa o przybyciu Stanisława Grabowskiego do wsi Babino. Ściągnięta z Białegostoku grupa operacyjna UB wraz z batalionem KBW otoczyła wieś trzema pierścieniami. Gdy partyzanci zauważyli funkcjonariuszy podjęli próbę wyrwania się z okrążenia. W wyniku półgodzinnej wymiany ognia wszyscy trzej jednak zginęli. Bezpieka natychmiast zgromadziła młode dziewczyny ze wsi, w ten sposób sprawdzając, która zapłacze. Następnie przynieśli od gospodarzy brony, poopierali o nie ciała zabitych partyzantów i zrobili kilka fotografii. Ceremonia powtórzyła się także w Grabowie. Funkcjonariusze zawieźli ciała ciężarówką do wsi, położyli na kocu, po czym przywołali mieszkańców w celu identyfikacji partyzantów. Jeden z sąsiadów (o imieniu Walenty) podniósł z piersi zabitego „Wiarusa" ryngraf z Maryją. Na odwrocie znajdował się napis "7 lat walki z komuną". Na koniec ciała zamordowanych żołnierzy przewieziono do miejscowości Wysokie Mazowieckie. Brak wiarygodnych informacji, co się z nimi później stało. Miejsce pochówku pozostaje do dziś nieznane.

 

Pomimo tragicznych przeżyć pani Stanisława nie dała się złamać komunistom. Świadczy o tym chociażby fakt, że po opuszczeniu więzienia nie poszła na tzw. życiowy kompromis. Pozostała bowiem wierna ideałom, które najprościej ująć w trzech słowach: Bóg-Honor-Ojczyzna. To właśnie w obronie tych wartości polegli „Wiarus", "Vis" i tysiące innych żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Było to niewątpliwie pokolenie noszące w sercach niepokornego ducha narodu polskiego, który nie pozwalał na zniewolenie umysłu i poddanie ciała służbie zaborcy. Mieli zatem w sobie to coś, co przez ostatnie kilkadziesiąt lat pielęgnowało tak niewielu Polaków. Na szczęście ludzie tacy jak pani Stanisława, którym Bóg pozwolił dożyć sędziwego wieku, nie pozwolili temu całkowicie zaginąć. Dziś na nowo „niepokorny duch" zdaje się bowiem odradzać w pokoleniu, które na fundamencie pamięci o Żołnierzach Wyklętych stara się doprowadzić do sanacji Rzeczypospolitej. To właśnie takim ludziom siostra „Wiarusa" dedykuje słowa piosenki, którą śpiewała z koleżankami w więzieniu w Fordonie „Niczem są wszystkie tarapaty, gdy pierś otuchy pełna jest, zginą przeklęte UB, NKWD, kacapy, bo nasza Polska silną jest".

 

Piotr Tomasz

(historyk-regionalista, prawnik, emigrant)

 

- na podstawie wspomnień pani Stanisławy Grabowskiej, w zbiorach autora.

- fotografie otrzymane od rodziny pani Stanisławy

- Piotr Łapiński "Stanisław Grabowski" "Wiarus" - www.bbn.gov.pl

- "Z archiwum IPN, Stanisław Grabowski "Wiarus" - film dokumentalny TVP

- "Zwykły chłopak z Podlasia" www.podziemiezbrojne.blox

- Głos z nad Narwi "Stanisław Grabowski "Wiarus"

Piotr Tomasz
Podziel się:
Oceń:
  • TAGI:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu 77400.tv z siedzibą w Złotowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe