Ryba i przyjaciele

  • 26.05.2018, 14:17 (aktualizacja 26.05.2018 17:57)
  • Piotr Tomasz
Ryba i przyjaciele
- czyli uroki dotykowego ekranu

W ostatnich latach dwa wielkie skandale odcisnęły ogromne piętno na polskiej scenie politycznej. Osobom o nieco słabszej pamięci należy wyjaśnić, że chodzi o głośne afery, których opis bez trudu można odnaleźć w internecie, wystarczy wpisać "Rywin" lub "Sowa i Przyjaciele".

 

Wymienione zdarzenia miały wspólny mianownik. Zaistniały bowiem w przestrzeni publicznej wyłącznie dzięki potajemnie dokonanym nagraniom. Przy okazji ukazały także pewien schemat, w którym media występują w roli gracza na scenie politycznej, kreatora rzeczywistości oraz beneficjenta. Z premedytacją stają się więc składnikiem "grupy trzymającej władzę".

 

W historii naszego powiatu nie było "afery podsłuchowej", której rezultatem byłoby ukazanie podobnego układu i w konsekwencji trzęsienie ziemi na scenie politycznej. Możemy za to zaobserwować brak rotacji na samorządowej giełdzie. Pojawiają się już cechy charakterystyczne dla monarchii, bo czasami władza przechodzi z ojca na syna. Tragizmu obrazu dopełnia fakt, że przeciętny Kowalski ma gdzieś lokalną politykę, tym bardziej informacje o nieprawidłowościach. Dla niego to jedynie imaginacje oszołomów. Dlatego podczas wyborów głosuje na "samorządowe autorytety", autorytety wykreowane oczywiście przez lokalne media i towarzystwo wzajemnej adoracji. Koło się zamyka.

 

Rzecz jasna na złotowskim Olimpie nie panuje całkowita sielanka. Jedyna przyczyna tego stanu rzeczy to wybujałe ego wielu graczy. To właśnie ono sprawia, że zakulisowych intryg nie brakuje. Występują zatem kłótnie w rodzinie na różnym podłożu (np. ktoś nie dostaje posady, ktoś inny przegrywa przetarg lub traci stanowisko). Nie mają one jednak większego wpływu na panujący układ. Po chwilowych burzach wszystko wraca do normy.

 

Niewątpliwie stanie się tak również w przypadku komitetu "Zadbajmy o Złotów". Mniej zorientowanym przypominam, że od kilkunastu dni trwa reality show z udziałem złotowskich radnych lewicy oraz ich zwolenników. Jest wesoło. Panie i Panowie rozśmieszają wszystkich dookoła. Hitem ostatnich godzin jest ujawnione przez portal www.77400.tv nagranie z jednego posiedzeń, które opatrzone zostało znamiennym tytułem "Złotowski kabareton".(LINK)

 

Oczywiście nie będę przytaczał treści nagrania. Niech każdy sobie wysłucha i sam wyciągnie wnioski. Pozwolę sobie jednak zauważyć, że dyskusja polityków, choć była prowadzona w miejscu publicznym, charakteryzowała się niezwykłą otwartością. Padały znane nazwiska, nikt się nie krępował mówić wprost o pewnych rzeczach. Wspomnianą niefrasobliwość można wytłumaczyć jedynie faktem, że na sali byli samo swoi.

 

Ktoś z tego kręgu zaufania postanowił jednak upublicznić nagranie (które rzekomo było dokonane oficjalnie). Dzięki temu pojawiło się na portalu www.77400.tv. Dlaczego tak się stało? Oczywiście odpowiedź jest bardzo prosta, bo łatwo rozszyfrować pobudki, którymi zapewne kierował się nadawca. Zostawmy je jednak na boku. Istotne jest bowiem, że przy okazji ujawnił dość specyficzny układ.

 

Mowa o relacjach politycy-dziennikarze. Sprawa dotyczy redakcji, której naczelny od lat kreuje się na dziewicę dziennikarską, która to cnotliwa i żadnemu politykowi d... nie da. Tymczasem na nagraniu słychać: wszystko ustalone, sonda zostanie włączona o tej i o tej godzinie, mowa też o wyłączaniu komentarzy, mowa o tym, że coś ukaże się w gazecie... Odsyłam Państwa do źródła. W nagraniu pada oczywiście nazwisko pana redaktora, zadbał o to imć pan Stanisław Wełniak, który dopytał o jakiego Mariusza chodzi. Być może chciał mieć pewność, bo ufać można przecież tylko ludziom, z którymi się wcześniej współpracowało i nie zawiodło.

 

Przypominam, że jako radny Rady Powiatu (kadencja 2006-2010) badałem finansowanie prywatnych mediów przez samorządy (np. Agencja Promocyjno - Wydawnicza Leszczyńscy zarabiała na druku materiałów na Euro Eco Meeting, ujawniona wówczas przez samorząd złotowski kwota opiewała na ponad 98 000 złotych). Między innymi z tego powodu naczelny Mariusz do dziś "darzy mnie wielką sympatią". Dlatego konia z rzędem temu, kto znajdzie w jego mediach coś pozytywnego na mój temat. Mowa o okresie poza początkiem kadencji 2006, bo wówczas postrzegano mnie jako ewentualny "Bicz Boży" na burmistrza Szczerbiaka. Oczywiście nieprzypadkowo wspomniałem o byłym włodarzu Krajenki (któremu przy okazji życzę powrotu do zdrowia). Dostrzegam bowiem wiele analogii do obecnej sytuacji.

 

 

Kowalskim o słabej pamięci przypominam wybory 2010. O fotel burmistrza Krajenki ubiegali się wówczas: Janusz Szczerbiak, Stefan Kitela, Małgorzata Mila i Robert Mecha. Pan redaktor Leszczyński nie mieszkał i nie mieszka w moim mieście. Prawdopodobnie nie ma rodziny w Krajence. Chyba nawet nie zatrudnia pracowników z mojej gminy. Dlaczego więc tak mocno zaangażował się medialne w te wybory? (odsyłam zwłaszcza do artykułów z końcówki kampanii wyborczej: „Co dalej, panie Stefanie?”, wywiad z Robertem Mechą itp.). Wyjaśnił to sam Naczelny 8 grudnia 2010 roku, cytuję: „relacje gazety z Januszem Szczerbiakiem były tak fatalne, że trudno wyobrazić sobie gorsze”.

 

Morał z tej historii jest taki, że relacje z "gazetą" (czytaj właścicielem) należy mieć jak najlepsze. Wiedzą o tym politycy lewicy z "Zadbajmy o Złotów", wiedzą o tym politycy prawicy z PiS (banery lokalnych liderów tej partii pojawiają się każdego roku wyborczego w mediach naczelnego Mariusza), wiedzą politycy PO i PSL. Czy wie o tym burmistrz Adam Pulit? O tym przekonamy się w najbliższym czasie. Osobiście myślę, że tak. Dlatego obstawiam, że pójdzie do Kanossy (bez dalszej historii, bo Pulit to nie Henryk IV). Zanim to jednak zrobi, odsyłam go na portal 77400.tv. Politycy lewicy ukazują tam uroki dotykowego ekranu. Warto posłuchać i zaopatrzyć się w taki telefon.

 

Piotr Tomasz

Historyk-regionalista, felietonista, prawnik, emigrant

 

ps. Mam nadzieję, że nagrania wysłucha także naczelny Mariusz. Może nawet pokusi się o felieton. Polecam metodę kopiuj-wklej. Podaje treść: „ta sytuacja pokazuje, że coś się skończyło, że od teraz nie ma czegoś takiego jak wzajemny szacunek”. I źródło: 1 grudnia 2010 roku, fragment "Palca w bucie". Tekst odnosił się do pozbawienia stołka starosty ówczesnego lidera lewicy. Utracił go imć pan Mirosław Jaskólski – z zawodu dyrektor, do niedawna jeden z liderów "Zagrajmy", przepraszam, "Zadbajmy o Złotów".

Piotr Tomasz
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu 77400.tv z siedzibą w Złotowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe