Mord w Górznej - słynne zabójstwa w powiecie złotowskim cz. 3

  • 26.07.2018, 12:16 (aktualizacja 26.07.2018 13:12)
  • Piotr Tomasz
Mord w Górznej - słynne zabójstwa w powiecie złotowskim cz. 3
Wieś Górzna kojarzy się zazwyczaj z pozostałościami po grodzisku wczesnośredniowiecznym oraz działaniami wojsk w okresie II wojny światowej (w pobliżu znajduje się jedna wizytówek powiatu złotowskiego - uszkodzony most kolejowy).

Tymczasem wymieniona miejscowość posiada o wiele bogatsze dzieje. Jednym z takich zdarzeń,którego opisu próżno szukać w publikacjach na temat lokalnej historii, był mord dokonany przez funkcjonariusza złotowskiej bezpieki.

"Ubecja" rozpoczęła swoją działalność na terenie powiatu złotowskiego 18 kwietnia 1945 roku. Jej głównym zadaniem było zapewnienie szeroko rozumianego bezpieczeństwa. Historia ukazała jednak, że to właśnie funkcjonariusze PUBP stanowili największe zagrożenie dla mieszkańców ówczesnego powiatu złotowskiego. Bronili bowiem nie tylko "demokracji ludowej" i sowieckiego panowania (np. za pomocą tortur), ale dopuszczali się także pospolitych przestępstw, w tym tych najcięższego kalibru: gwałtów i mordów. Jedno z takich zdarzeń miało miejsce pod koniec grudnia 1945 r. w miejscowości Górzna.

Kim był zabójca? W "złotowskiej bezpiece" "pracował" pod fałszywym nazwiskiem. Znany był jako Zbigniew Klodowski. Należy nadmienić, że w jego dokumentach służbowych zgodne z prawdą były wyłącznie inicjały(naprawdę nazywał się bowiem Zygmunt K.). Mężczyzna pochodził z Warszawy. Z zawodu był ślusarzem. Do "bezpieki" wstąpił w czerwcu
1945 r. Na początku służby pełnił funkcję wartownika w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Koszalinie. Następnie, pod koniec lipca 1945 r., został młodszym kurierem – specjalistą poczty w WUBP. Dzięki tej drugiej funkcji uzyskał dostęp m.in. do funduszy"bezpieki". To zrodziło pokusę, której ZK nie potrafił się oprzeć.Przywłaszczył sobie bliżej nieokreśloną sumę pieniędzy i zdezerterował.

Kolejne tygodnie jego życia pozostają tajemnicą. W jaki sposób zmienił tożsamość? Dlaczego znalazł się na ziemiach powiatu złotowskiego? Kto mu pomagał? Na te i inne pytania wciąż szukam odpowiedzi.Niewykluczone, że "pomocną dłoń" podał mu członek jego rodziny, który rzekomo był oficerem bezpieki w Warszawie. Tego rodzaju informację przekazał mi świadek, który w 1946 r. przebywał w jednej celi (Więzienie Karno-Śledcze w Złotowie) z ZK. Potwierdził ponadto fakt defraudacji "resortowych funduszy". W swoich poszukiwaniach ustaliłem również, że w grudniu 1945 r. Klodowski mieszkał w Złotowie. Pracował w Obozie Pracy MBP. Był członkiem PPR, a w chwili popełnienia zbrodni w Górznej miał ukończone 21 lat.

Kim była ofiara? Antonina W. była narodowości polskiej. Mieszkała w Górznej, w oddalonym od centrum wsi gospodarstwie. Była mężatką oraz matką, posiadała prawdopodobnie trójkę dzieci. Tragicznego dnia (wozem, który ciągnęły dwa konie) zawiozła męża na stację PKP do Złotowa. Mężczyzna miał do załatwienia sprawę urzędową w Pile, do której udał się już transportem publicznym. Kobieta miała wrócić po niego na stację wieczorem.

Następne kilka godzin rodzi wiele znaków zapytania. Wiadomo jedynie, że mężczyzna został na noc w Pile, kobieta zaś, zapewne nie doczekawszy się męża na stacji, wracała późnym wieczorem ze Złotowa. Przy ulicy Jastrowskiej została zatrzymana przez funkcjonariusza UB. Był nim Zbigniew Klodowski. UB-ek poprosił kobietę o "podwózkę". Wyjaśnił, że ma do załatwienia sprawę służbową w Górznej. Antonina W. wyraziła zgodę. Kilkadziesiąt minut później już nie żyła.

Tragedia rozegrała się na polu, które znajdowało się na obrzeżach miejscowości Górzna. Niewykluczone, że do przestępczego czynu doszło na tle seksualnym. Mordowi towarzyszył bowiem gwałt. Po dokonanej zbrodni funkcjonariusz "bezpieki" starał się ukryć ciało kobiety pod śniegiem. Następnie udał się do Tarnówki. Tam sprzedał zabrane konie wraz z wozem. Szybka transakcja miała jeden mankament. Nabywca nie posiadał wystarczającej gotówki. W związku z tym zaproponował sprzedawcy, że w zamian dostarczy mu prosiaki, gdy tylko będzie mógł odstawić je od maciory Funkcjonariusz UB przystał na propozycję, zostawiając na odchodne swój adres.

Mąż Antoniny W. powrócił do swojego gospodarstwa w Górznej dzień po tragicznym zdarzeniu. Od dzieci dowiedział się o nieobecności żony. Natychmiast zawiadomił organy bezpieczeństwa. Rozpoczęły się poszukiwania kobiety, które prowadzili m.in. mieszkańcy kilku wsi (Radawnica, Kamień, Górzna, Nowy Dwór). Początkowo przeczesano okoliczne lasy. Dlatego nie osiągnięto oczekiwanego rezultatu. Dopiero rozszerzenie ich na polne drogi spowodowało, że natrafiono na ciało denatki, które znajdowało się pod cienką warstwą śniegu. Pozostała kwestia wykrycia jej zabójcy.

Przełom nastąpił na początku stycznia 1946 r. Mąż Antoniny W. udał się wówczas do Złotowa. Był to akurat dzień targowy. Przypadek sprawił, że zauważył swój wóz i konie. Dalsze wypadki potoczyły się bardzo szybko.Posiadacz wozu został zatrzymany przez funkcjonariuszy UB. W trakcie przesłuchania wyjaśnił, że konie i wóz nabył od mieszkańca Złotowa. Na
dowód wskazał adres, pod który miał dostarczyć prosiaki.

Zbigniew Klodowski został zatrzymany i osadzony w areszcie, który znajdował się w piwnicach obecnego Urzędu Miejskiego w Złotowie. Potwierdza to pismo z 8 stycznia 1946 r. do kierownika wydziału WB WUBP w Bydgoszczy, które sygnował ówczesny kierownik PUBP w Złotowie, Teodor Popławski. Klodowski przebywał "w śledztwie" przez kilka dni. Początkowo nie przyznawał się do winy. W tym miejscu ponownie wypada oddać głos świadkowi historii, który zrelacjonował mi rozmowę funkcjonariuszy PUBP. Ukazuje ona, że Zbigniew Klodowski nie był zbyt mocny psychicznie. Do "złamania" go wystarczyło bowiem kilka wulgaryzmów ze strony pijanych "ubeków" oraz odbezpieczona broń. Te środki perswazji spowodowały, że przyznał się do zabójstwa, wskazał miejsce pozostawienia ciała Antoniny W. oraz ujawnił swoją prawdziwą tożsamość.           

Po zakończeniu dochodzenia ZK został przetransportowany do Więzienia Karno-Śledczego w Złotowie. Przebywał w celi wraz z innymi więźniami, czekając na rozprawę sądową. Ta miała miejsce 15 kwietnia 1946 r. w Złotowie. Zbigniew Klodowski został skazany na karę śmierci. "Prośba o ułaskawienie", którą skierował do Prezydenta Bieruta (pomógł w jej napisaniu więzień o nazwisku Wiese), została odrzucona. Jego los był przesądzony.

Na trzy dni przed egzekucją trzej współosadzeni, mieszkańcy Gronowa, Świętej i Górznej, zostali wywołani z celi. Zaprowadzono ich do piwnicy. Zadaniem więźniów było zbudowanie szubienicy. Po jej wykonaniu ponownie wrócili do celi. Oczywiście nie rozmawiali z innymi więźniami na temat swojej pracy. Należy też wspomnieć, że dzień przed egzekucją, Zbigniewa Klodowskiego obudził koszmar w środku nocy. Śniło mi się, że mnie powiesili – wyjaśnił współosadzonym. Był to proroczy sen.

W dniu egzekucji został wywołany z celi bardzo młody więzień, który całą okupację spędził na przymusowych robotach w Niemczech. Po powrocie do komunistycznej Polski został oskarżony o wspieranie reakcyjnego podziemia oraz przynależność do bandy AK! Groteskowości całej sytuacji dodaje fakt, że ten młody człowiek nie wiedział o tym, że Armia Krajowa walczyła z Niemcami w okresie II wojny światowej. Nie miał pojęcia o istnieniu tej organizacji. W wyniku tortur, które standardowo stosowano w PUBP w Złotowie, przyznał się jednak do wszystkiego. Na podstawie tak wytworzonego "materiału dowodowego", "niezawisły sąd", którego prawnym sukcesorem jest sądownictwo III RP, orzekł dwa lata pozbawienia wolności.

Zadaniem młodego więźnia była pomoc katu, który przybył do Złotowa w celu przeprowadzenia egzekucji. Wraz z nim udał się do szopy, która znajdowała się na dziedzińcu zakładu karnego. Wbili hak w belkę stropową, na nim zawiesili sznur. Umieścili też trzystopniowy podest, który prowadził na prowizoryczny stryczek. Dlaczego odstąpiono od przeprowadzenia egzekucji w piwnicy więzienia? To pytanie zapewne pozostanie bez odpowiedzi.

W trakcie tych makabrycznych przygotowań, Klodowskiego nie było już w celi razem z innymi osadzonymi. W tym czasie spotkał się prawdopodobnie z kobietą w ciąży oraz oficerem z UB. Tak wynika z relacji jednego z osadzonych. Zjadł także ostatni posiłek. Następnie, w towarzystwie m.in. kata, udał się na dziedziniec więzienia. Tam oświadczono mu, że zostanie zabrany do więzienia w Wałczu. Ponadto, że za chwilę wyjdzie za bramę, dlatego będzie miał zawiązane oczy i skrępowane ręce. Kat dodał jeszcze, że do samochodu będzie wchodził po stopniach, które ten mu będzie liczył. Na słowo trzy ma usiąść. Następnie poczęstował Klodowskiego papierosem.

To specyficzne przedstawienie miało zapewne na celu uspokojenie skazańca i bezproblemowe przeprowadzenie egzekucji. Być może tak się nawet stało. Według relacji świadka, Klodowski nie okazywał oznak paniki. Został skrępowany, kat zawiązał mu oczy, zakręcił kilka razy po dziedzińcu, następnie udał się z Klodowskim do szopy i tam go powiesił. Po upływie pewnego czasu zgon skazańca potwierdził doktor Zalewski.

Po egzekucji ciało Zbigniewa Klodowskiego wywieziono za mury więzienia. Zakopali je w ziemi trzej więźniowie, którzy wcześniej przygotowywali szubienicę w piwnicy. Oczywiście grób nie został oznaczony. Prawdopodobnie "bezimienna mogiła" znajduje się na terenie przylegającym do Cmentarza Wojennego w Złotowie bądź też na jego obrzeżach. Tak bowiem wynika z relacji naocznego świadka.

Dlaczego Zbigniewa Klodowskiego skazano na karę śmierci i wyrok został wykonany? Odpowiedź nasuwa się sama. Był zbrodniarzem i sobie na to zasłużył (przyznał się do popełnienia zbrodni współwięźniom). Warto jednak zauważyć, że był on jedynym funkcjonariuszem złotowskiej bezpieki, którego dosięgła ręka kata. Jego losu nie podzielił np. śledczy Andrzej Seredyński (PUBP Złotów), który 15 lutego 1946 r. zastrzelił 3 osoby, w tym kobietę w 7 miesiącu ciąży. Skazywanie na śmierć funkcjonariuszy bezpieki nie było więc takie oczywiste. Pole do dyskusji stanowi także sposób wykonania egzekucji. Dlaczego funkcjonariusz nie został rozstrzelany? Dlaczego nie powieszono go w piwnicy tylko w szopie? Jeśli wierzyć relacji jednego z więźniów, to Klodowski walczył o życie około 3 minut. Czy zatem egzekucja była przeprowadzona profesjonalnie i humanitarnie?

Zastanawiający jest także stosunek funkcjonariuszy PUBP wobec jego osoby. Agresywny i bezwzględny. Przypominam, że zbrodnie Seredyńskiego funkcjonariusze UB próbowali "po koleżeńsku" zatuszować. W związku z tym można pokusić się o spekulację, że to specyficzne traktowanie Klodowskiego mogło być pokłosiem jego służby w Obozie Pracy MBP w Złotowie (położony był przy dzisiejszej ulicy Moniuszki, funkcjonował od lipca 1945 r.).

Instytucja ta stanowiła element represji komunistycznego państwa. Zapewniała przy okazji nieformalne dochody niektórym funkcjonariuszom i wpływowym osobistościom w regionie (np. okradano z majątku osadzonych, czerpano nielegalne zyski z ich niewolniczej pracy itp.). Niewykluczone więc, że niechęć wobec Klodowskiego miała podtekst finansowy (np. zawiść na tle finansowym, oczywiście jest to tylko hipoteza).

Na koniec należy przypomnieć, że żaden z funkcjonariuszy złotowskiej bezpieki nie stanął przed sądem III RP. Przypomnieć również, że wielu mieszkańców powiatu złotowskiego było torturowanych przez UB, w tym wszyscy przebywający w celi razem ze skazanym Klodowskim. Warto także pamiętać, że Prokuraturze Rejonowej w Złotowie nie udało się przesłuchać żadnego z żyjących po 1989 r. funkcjonariuszy UB. W tym kontekście można pokusić się o podsumowanie, że proces rozliczenia komunistycznych zbrodniarzy na ziemiach powiatu złotowskiego zakończył się w okresie stalinowskim. Smutny jest fakt, że III RP nie zdążyła, a raczej celowo nie chciała zdążyć z wymierzeniem sprawiedliwości komunistycznym oprawcom. Nie ma w tym jednak przypadku, tak jak nie ma przypadku w tym, że założycielami III RP byli m.in. komunistyczni zbrodniarze oraz ich wierne sługi.

 

Piotr Tomasz
(Krajeńskie Towarzystwo Historyczne)

Zainteresowanych tematami historycznymi lub posiadających wiedzę na
temat historii lokalnej proszę o kontakt: [email protected]
Żródła:
Materiały IPN oraz zbiory własne autora

Piotr Tomasz
Podziel się:
Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu 77400.tv z siedzibą w Złotowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Jan
Jan 28.07.2018, 19:35
Dodam, że wielu potem dostało "kart blanche" do wyjazdu "na zachód" (jednego takiego znałem), by uniknąć "kłopotów władzy" względem zbrodni, które się wydały.

Pozostałe