Kto ich zamordował?

  • 17.08.2019, 21:42
  • Piotr Tomasz
Kto ich zamordował?
Od pewnego czasu na portalu 77400.tv ukazują się artykuły na temat słynnych morderstw, które miały miejsce w przeszłości na terenie powiatu złotowskiego. Omówiłem dotychczas kilka takich historii. Wszystkie miały wspólny mianownik. Można było wskazać sprawcę/sprawców i prawdopodobny przebieg poszczególnych zdarzeń. Inaczej jest w przypadku zabójstwa wójta Zakrzewa i jego żony. Głośny mord dokonany 74 lata temu wciąż rodzi bowiem wiele pytań.

W poszukiwaniu odpowiedzi sięgnąłem do wspomnień. Te zapisane w ludzkiej pamięci z reguły powielają oficjalny przekaz, który przez całe dziesięciolecia utrwalała komunistyczna propaganda. Zatrważające, że jej owoce widoczne są także współcześnie. Przykładem przedstawienie "Projekt: Dekalog czyli folwarczne imaginarium", które kilka lat temu wystawiono w Zakrzewie. Jego scenariusz zawierał wątek związany z zabójstwem Szczepańskich. Nie muszę dodawać, że całkowicie zgodny z przekazem dominującym w okresie PRL.

Ten stan rzeczy nie powinien oczywiście zaskakiwać. Informacje o zabójstwie Szczepańskich kreowali przez lata ludzie pokroju Józefa Kwiecińskiego (współzałożyciel Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Złotowie) i Kazimierza Króla (twórca struktur PPR w powiecie złotowskim). Trudno natomiast doszukać się tekstów polemizujących z komunistyczną narracją. Dlatego rozważania na temat tragicznych wydarzeń z grudnia 1945 należy rozpocząć od zmierzenia się z dominującym przekazem.

Józef Kwieciński w swoich wspomnieniach z okresu pobytu w powiecie złotowskim napisał: "Duża ta wioska (Zakrzewo) była ośrodkiem polskości za czasów Hitlera i właśnie tam niektóre elementy chcąc pogłębić nienawiść do Polaków osiedlających się, weszły w porozumienie z grasującą bandą Głowiaka, który dokonał morderstw w powiecie na pierwszym członku partii i zarazem wójcie gminy". W tej wypowiedzi warto zwrócić uwagę na trzy elementy:

1. Wskazanie na "bandę Głowiaka" jako sprawców zbrodni,

2. Określenie politycznego motywu morderstwa (silne zaakcentowanie przynależności partyjnej wójta),

3. Potępienie niektórych przedstawicieli ludności autochtonicznej jako współwinnych zabójstwa.

Oczywiście termin "banda" użyty przez Józefa Kwiecińskiego jest kłamliwy. Grupa Głowiaka była bowiem organizacją niepodległościową. Jej członkowie wywodzili się z Żandarmerii Polowej Wojska Polskiego, która powstała wiosną 1945 roku. Dowódcą tej antykomunistycznej formacji był Zygmunt Dul, członkami zaś dezerterzy z Wojska Polskiego (m.in. biorący udział w walkach o Złotów w styczniu 1945 roku) oraz byli członkowie Armii Krajowej. Fenomen tej organizacji polegał na tym, że Żandarmeria funkcjonowała od wiosny do lata 1945 roku jako legalna, z punktu widzenia komunistów, jednostka wojskowa. Miała numer poczty polowej oraz otrzymywała aprowizację ze starostwa. Ponadto asystowała jako kompania honorowa podczas uroczystości kościelnych. Żandarmeria działała na terenie powiatów złotowskiego i sępoleńskiego. Stacjonowała głównie po majątkach, broniąc ludność miejscową przed grabieżami i mordami ze strony Sowietów, w tym także przed powszechnie występującymi na tych terenach gwałtami. Tego rodzaju przypadek odnotowany został nawet w aktach UB i dotyczył mieszkanki Drożysk Wielkich, którą członkowie ŻPWP uchronili przed pohańbieniem przez Sowietów. Oczywiście mistyfikacja z czasem wyszła na jaw i grupa została rozbita. Wielu członków stanęło przed komunistycznymi sądami, a podczas procesów, stanowiących parodię sprawiedliwości, usłyszało surowe wyroki. Między innymi Zygmunt Dul został skazany na karę śmierci. Niektórzy z konspiratorów mieli więcej szczęścia i uniknęli aresztowania. Dzięki temu mogli kontynuować walkę z Sowietami na Krajnie. Tak stało się m.in. w przypadku kaprala Jana Głowiaka ps. Głowacki (dezerter z Wojska Polskiego) i jego żołnierzy.

Wiele przemawia za tym, że "Grupa Głowiaka" nie mogła brać udziału w zabójstwie wójta Szczepańskiego. Jesienią 1945 roku przeniosła się bowiem na teren powiatu tucholskiego. Interesujące, że w dokumentach archiwalnych można odnaleźć zapis, że przemieszczając się przez ziemie powiatu złotowskiego nie dokonywała rabunków na osobach prywatnych. Ponadto, że uzyskiwała pomoc ze strony ludności miejscowej. "Grupa Głowiaka" została rozpracowana i ostatecznie rozbita na terenie powiatu tucholskiego w nocy z 16 na 17 listopada 1945 roku.Wspólna akcja UB i NKWD nie zakończyła się jednak pełnym sukcesem. Jan Głowiak uniknął bowiem aresztowania. W jednym z dokumentów wytworzonych przez bezpiekę zawarte jest przypuszczenie, że opuścił Krajnę i zaciągnął się pod komendę majora "Łupaszki". Oczywiście trudno to zweryfikować. Można natomiast postawić wielki znak zapytania na końcu zdania, że w grudniu 1945 roku przybył do Zakrzewa i zamordował wójta Szczepańskiego.

Dlaczego to właśnie "Grupie Głowiaka" przypisano to zabójstwo? Odpowiedź jest dość banalna. Taka była ówczesna praktyka komunistycznych władz. Przykładem znakomicie obrazującym tego rodzaju działania był Marian Myszka, który 20 października 1945 roku zdezerterował z szeregów MO w Złotowie. Od jesieni 1945 do końca sierpnia 1946 roku nękał komunistów na Krajnie. Po tej dacie, mimo że opuścił nasze ziemie, dalej szereg zdarzeń przypisywano jego działalności. Podobny schemat zastosowano zapewne w przypadku "Grupy Głowiaka". Dlatego nie zaskakuje, że na konto tej formacji zapisano m.in. napad w miejscowości Zakrzewek (niedaleko Więcborka), który miał miejsce 18 stycznia 1946 roku. Postrzelono wówczas sołtysa Trybulskiego - szefa miejscowej komórki partii komunistycznej (PPR).

Porównując te dwa zdarzenia warto zwrócić uwagę na podobieństwa nazw miejscowości oraz funkcji społecznych pełnionych przez ofiary. Ponadto zaakcentować przynależność partyjną. Wójt Szczepański nie był bowiem członkiem partii komunistycznej (PPR) tak jak Trybulski. Należał do Polskiej Partii Socjalistycznej. Ta zaś nie była celem antykomunistycznego podziemia. Warto też nadmienić, że wraz z upływem czasu komuniści zaczęli obarczać winą za zabójstwo Szczepańskich, w zależności od bieżących potrzeb propagandowych, również inne niepodległościowe organizacje oraz osoby niewygodne politycznie. Dlatego w dokumentach UB/SB pojawiają się informacje, że mordu w Zakrzewie dokonali "bandyci z AK", "bandyci z NSZ", a nawet "element peeselowski".

Pozostaje do rozpatrzenia ostatnia kwestia poruszona przez Józefa Kwiecińskiego Mowa o udziale ludności autochtonicznej w dokonanym mordzie. W tym miejscu odstąpię nieco od schematu przyjętego w artykule. Nie będę bowiem obalał tezy głoszonej przez złotowskiego ubeka (co nie oznacza, że się z nią zgadzam), stawiając w roli recenzenta jego słów Czytelnika niniejszego artykułu. Na początek kilka słów na temat samego zabójstwa.
 

Kiedy małżeństwo Szczepańskich zostało zamordowane? W dokumentach pojawiają się dwie daty. Mowa o nocy z 6 na 7 lub z 7 na 8 grudnia 1945 roku. Sporna jest również godzina. Nieliczni świadkowie (nauczyciel, piekarz) wskazywali, że strzały rozległy się między 24 a 2 w nocy. Rzekomo słyszano też kobiecy krzyk i furmankę jadącą przez wieś. Czas dokonania zabójstwa pozostaje więc sprawą otwartą. Zapewne własnie z tego powodu również na nagrobku Szczepańskich, który znajduje się na cmentarzu w Zakrzewie, brakuje daty zgonu.

Dopiero 11 grudnia 1945 roku na miejsce zbrodni przybyła grupa operacyjna PUBP ze Złotowa. Opis jej spostrzeżeń znalazł się w raporcie sporządzonym dwa dni później. Mowa w nim m.in., że wszystkie drzwi były otwarte, trupy leżały we krwi i bez żadnego przykrycia, dom wyglądał zaś jak po przejściu rewizji. W podobnym stanie były też sklep oraz obejście Szczepańskich (jak się później okazało wiele z rzeczy "zabezpieczyła" miejscowa milicja). Funkcjonariusze UB podczas pierwszych czynności ustalili, że śmierć małżeństwa nastąpiła w wyniku strzałów oddanych w ich kierunku z broni krótkiej. Kobieta w chwili zgonu leżała w swoim łóżku. Zginęła od jednego strzału w głowę. Wójt zmarł prawdopodobnie w oborze. Oddano do niego kilka strzałów z pistoletu kaliber "9". Jego ciało było ukryte pod mierzwą.

Samo ujawnienie przestępstwa nastąpiło pośrednio dzięki jednemu z pracowników urzędu gminy, który zaniepokojony nieobecnością wójta w pracy udał się do jego domu. Drzwi frontowe były zamknięte Te od zaplecza otwarte zaś na oścież. Właśnie nimi wszedł do środka, gdzie zastał porozrzucane rzeczy. Zaniepokojony tym faktem udał się do sypialni Szczepańskich. Nie wszedł jednak do ich pokoju. Uniemożliwiło mu to agresywne zachowanie psa będącego wewnątrz. Z tego powodu postanowił wrócić do urzędu i poinformować o wszystkim sekretarza gminy. Mowa o Stanisławie Goniewiczu, który był podwładnym i zarazem bardzo bliskim przyjacielem wójta. To właśnie on dokonał makabrycznego odkrycia, znajdując ciało zamordowanej kobiety w sypialni. Martwego Wacława Szczepańskiego znaleziono w oborze dopiero około godziny 16 po południu. Tego samego dnia Goniewicz złożył dymisję i wyjechał do Złotowa. Powodem była obawa o własne życie.

Śledczy z UB w pierwszej kolejności postawili na wątek obyczajowy jako motyw dokonania przestępstwa. Ten wybór miał jak najbardziej racjonalne uzasadnienie. Zofia Szczepańska była bowiem atrakcyjną kobietą, młodszą od swojego męża o około 20 lat. W dodatku małżonkowie uchodzili we wsi za niezbyt dobrze dobraną parę. Potwierdzały to słowa samej Zofii Szczepańskiej, która skarżyła się na swojego małżonka podczas prowadzonych rozmów z niektórymi mieszkańcami Zakrzewa. Jednym z nich był M.B., który został pierwszym zatrzymanym w sprawie zabójstwa Szczepańskich. W areszcie nie przebywał jednak długo. Trudno określić, znając zwłaszcza praktyki złotowskiego UB, jakie były tego powody. Warto jednak podkreślić, że zeznania M.B. były dość rzeczowe, bo zawierały określenie ewentualnych motywów zbrodni oraz wymieniały potencjalnych sprawców.

Szczególnie zaskakujące w jego oświadczeniu było to, że wskazał m.in. na sowieckich żołnierzy jako prawdopodobnych autorów mordu i grabieży w domu Szczepańskich. Była to odważna deklaracja zważywszy na fakt, że M.B. służył w niemieckiej 21 Dywizji Pancernej podczas II wojny światowej. Oczywiście jego sugestia miała racjonalne podłoże. Na terenie powiatu złotowskiego przedstawiciele Armii Czerwonej grabili, gwałcili i mordowali mieszkańców jeszcze długo po zakończeniu II wojny światowej. Czynili tak oczywiście z prymitywnych pobudek. Słowa M.B. uwiarygadnia także incydent, który miał miejsce dzień przed zabójstwem Szczepańskich. Późnym wieczorem Sowieci, stacjonujący na co dzień w miejscowości Prochy, pili alkohol u wójta Szczepańskiego. Później włóczyli się po miejscowości szukając "kobiet". W trakcie tej eskapady zaczepiali młode dziewczęta, które zapewne z obawy przed gwałtem schroniły się w domu sekretarza gminy Goniewicza. Niewykluczone, że właśnie z tego powodu urzędnik został przez Sowietów dotkliwie pobity (w innej wersji zdarzenie miało miejsce na terenie urzędu). Następnie żołnierze Armii Czerwonej widziani byli w okolicach stacji kolejowej. Natknęli się tam na zaalarmowanych o zdarzeniu milicjantów z posterunku w Zakrzewie i uciekli do lasu. Przypisywanie zbrodni Sowietom lansowane jest współcześnie przez rodzimych mieszkańców Zakrzewa. Kwestia udowodnienia winy żołnierzom Armii Czerwonej pozostaje jednak otwarta i wciąż czeka na odpowiednie udokumentowanie.

Równie dyskusyjne jest twierdzenie, że do zbrodni doszło z chęci zemsty. Wójt Szczepański niewątpliwie miał wielu wrogów i nie był darzony powszechną sympatią w Zakrzewie. Z dokumentów archiwalnych wynika, że niechęć wobec niego wyrażała zwłaszcza ludność autochtoniczna. Oczywiście tego rodzaju postawa miała swoje uzasadnienie. Wójt był osiedleńcem (w okresie okupacji pracował przymusowo u Niemców), nie znał więc historii gminy Zakrzewo, która mimo starań miejscowych Polaków nie znalazła się w granicach II Rzeczpospolitej. Zapewne niewiele wiedział również o martyrologii jej mieszkańców w okresie II wojny światowej, którzy to umierali lub cierpieli w niemieckich obozach koncentracyjnych lub więzieniach. Wydaje się, że nie słyszał także o heroicznych postawach tych żołnierzy, którzy przymuszeni do służby w Wehrmachcie dostawali się do alianckiej niewoli, a następnie w mundurach Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie walczyli o wolną Rzeczpospolitą. Skąd to przypuszczenie? Oczywiście z postawy samego wójta Szczepańskiego, który miał w zwyczaju klasyfikować zdecydowaną większość autochtonów jako Niemców i czasami tak też ich traktować. W jego mieszkaniu znajdowała się nawet specjalna lista, na której były wymienione nazwiska Polaków – członków niemieckich organizacji w okresie II wojny światowej. Prawdopodobnie była starannie ukryta w domu Szczepańskich, bo została odnaleziona przez funkcjonariuszy UB dopiero w trakcie przeprowadzania drugiej rewizji. Interesujący jest fakt, że w sprawozdaniach PUBP w Złotowie (kierowanych do WUBP w Bydgoszczy) brak jest informacji na jej temat.

Wacław Szczepański objął funkcję wójta Zakrzewa po Janie Karolaku, który rzekomo zrezygnował ze stanowiska na skutek kierowanych w jego kierunku gróźb (nieznani są ich nadawcy). Należy podkreślić, że pierwsi powojenni wójtowie Zakrzewa nie byli rodowitymi Krajniakami. Niewątpliwie różniło ich podejście do ludności miejscowej. Wacław Szczepański był bowiem bardziej konfliktowy. Przykładem jego pierwsza decyzja po objęciu urzędu. Zdymisjonował wówczas zastępcę wójta, którym był Józef Konek - Krajniak i członek Polskiego Stronnictwa Ludowego (tzw. PSL Mikołajczyka). Szczepański próbował także wpłynąć na kształt osobowy Rady Gminy. Celem tych działań, zdaniem jego oponentów, było wyrugowanie z tego organu przedstawicieli ludności rodzimej. W aktach PUBP znajduje się również zapis, który może postawić znak zapytania przy osobie Wacława Szczepańskiego jako patronie ulicy w Zakrzewie. Chodzi o aresztowanie S.B., który pochodził ze znanej w gminie Zakrzewo rodziny. Czy i jaki mieli w tym udział wójt oraz sekretarz gminy? Odpowiedź na to pytanie wymaga przeprowadzenia dalszych badań. Niewykluczone, że w tej sprawie zwrócę się również do odpowiedniej komórki IPN. W tym miejscu chciałbym jedynie wspomnieć, że Szczepański osiedlił się na nieruchomościach, które należały do S.B. (nieobecnego w tym czasie w Zakrzewie). Interesujące jest również to, że po powrocie do Zakrzewa były właściciel podejmował działania prawne w celu ich odzyskania. Oczywiście tego rodzaju przejęcia mienia nie były w tamtym okresie czymś nadzwyczajnym na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Odbywały się one za aprobatą rządu z nadania Moskwy, który na sowiecką modłę rozporządzał cudzym majątkiem i budował sobie w ten sposób poparcie społeczne. 

Zatrzymanie S.B. odbiło się szerokim echem w gminie Zakrzewo. W pozostawionych dokumentach PUBP znajdują się informacje, że z tego powodu wypowiadano wrogie słowa w kierunku włodarza wsi. Zapewne niektóre dochodziły również do adresata, bo np. obawę o swoje życie i zdrowie wyrażała w rozmowach z mieszkańcami Zofia Szczepańska. Oczywiście w tym miejscu nie sugeruję, że likwidacja wójta Szczepańskiego miała związek z lokalną polityką lub chęcią odzyskania utraconych nieruchomości. Również i te wątki czekają bowiem na odpowiednie udokumentowanie.

Brak dokumentów/świadków nie pozwala udowodnić, że zabójstwa dokonała banda rabunkowa (warto wspomnieć, że tzw. "szabrem" zajmowało się wielu ówczesnych mieszkańców powiatu złotowskiego, mowa głównie o osiedleńcach, którzy w ten sposób zbudowali swoją pozycję materialną na lata), podziemie zbrojne, przeciwnicy polityczni, wałęsający się po terenie dezerterzy z Wojska Polskiego i Armii Czerwonej, zdemobilizowani żołnierze Berlinga lub ktokolwiek inny. Podobnie nie da się określić precyzyjnie motywu działania sprawcy/sprawców. Oczywiście z mieszkania Szczepańskich zginęło od 90 000 do nawet 200 000 złotych. Czy to jednak wyłącznie chęć zysku zaowocowała tragicznymi wydarzeniami, które rozegrały się w grudniu 1945 roku w Zakrzewie?

Na to pytanie bez wahania odpowiedzieli funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Złotowie, którzy późną wiosną 1946 roku ostatecznie wskazali na polityczno - rabunkowy motyw działania sprawców. Nastąpiło to krótko przed czerwcowym referendum 1946 roku, podczas którego komuniści zachęcali do głosowania "3 x Tak". Dokonane przez PUBP w Złotowie aresztowania objęły jednego osiedleńca oraz dwóch rodowitych Krajniaków. Jako wykonawców mordu wskazano żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Żaden z nich nie został jednak aresztowany! Od tego momentu przekaz propagandowy był jednak jasny: zabójstwa Szczepańskich dokonał element peeselowsko-akowski.

Należy mocno zaakcentować, że ludność Zakrzewa w latach 1945 - 1947 cechował silny antykomunizm. Dotyczy to nie tylko autochtonów. Rodzina osiedleńca Jana K. (mowa o osobie zatrzymanej w sprawie Szczepańskich) ukrywała żołnierzy antykomunistycznego podziemia. Mówią o tym m.in. donosy do UB, które na P.G. składali informatorzy "Lampart" i "Woźnica". Na terenie Zakrzewa powstała również autonomiczna organizacja antykomunistyczna. Jej utworzenie stanowiło reakcję na prześladowania ludności autochtonicznej przez władzę komunistyczną po tzw. "wyzwoleniu". Potwierdził to m.in. Paweł Jęsiek ps. "Lew", który zeznał przed SSR Wojciechem Augustyniakiem z OK BZH w Poznaniu, że "organizacja powołana została jesienią 1945 roku", "rota przysięgi została odczytana w obecności ks. Domachowskiego", a grupa miała na celu "obronę i samoobronę ludności polskiej na Ziemi Złotowskiej, która krzywdzona była przez ówczesną władzę". Silny na terenie gminy Zakrzewo był również PSL Mikołajczyka, który stanowił konkurencję dla dążącej do monopolizacji życia politycznego partii komunistycznej (PPR). Celowo przytaczam te informacje. Dostatecznie obrazują one bowiem powody stworzenia przez komunistycznych propagandzistów politycznej otoczki wokół zabójstwa Szczepańskich.

Na ławie oskarżonych zasiadły ostatecznie trzy osoby. Sporządzony akt oskarżenia, autorstwa Mieczysława Sojki – śledczego PUBP w Złotowie, zarzucał im, że "6 grudnia 1945 roku będąc w zmowie z trzema bliżej nieznanymi uzbrojonymi w broń palną członkami bandy dokonali najścia na dom wójta w Zakrzewie Szczepańskiego, którego w bestialski sposób zamordowali wraz z jego żoną oraz obrabowali z mienia i pieniędzy. Częścią łupu podzielili się z wymienionymi".

Mowa o Janie L., Józefie K. (Krajniacy) oraz Janie K. (osiedleniec), którzy zostali aresztowani późną wiosną 1946 roku, czyli około 6 miesięcy po zabójstwie! Wymienieni byli mieszkańcami gminy Zakrzewo. W tym miejscu wyjaśniam, że celowo pomijam w artykule nazwiska oskarżonych oraz dane osobowe niektórych świadków i informatorów. Czynię tak wyłącznie ze względu na fakt, że w sprawie zabójstwa Szczepańskich występuje wiele znaków zapytania i dalej zamierzam ją badać. Niewykluczone, że poszerzony artykuł na ten temat ukaże się w Zeszytach Historycznych Pilskich Dni Pamięci Żołnierzy Wyklętych, które pojawią się w 2020 roku.

Podejrzani przyznali się do winy już na etapie dochodzenia prowadzonego przez PUBP w Złotowie. Czy można zatem bezkrytycznie uznać, że byli współautorami zabójstwa Szczepańskich? Odpowiedź twierdzącą ferują współcześnie niektórzy mieszkańcy powiatu złotowskiego. Znajomość metod śledczych stosowanych przez funkcjonariuszy PUBP w Złotowie nakazuje jednak zachować ostrożność. Wystarczy przypomnieć, że złotowscy ubecy standardowo stosowali przymus psychiczny. Polegał on m.in. na wielogodzinnych przesłuchaniach (zazwyczaj w porze nocnej), wysuwaniu bezpodstawnych oskarżeń, manipulowaniu zeznaniami przesłuchiwanych, stosowaniu szantażu. Funkcjonariusze UB nie stronili również od przymusu fizycznego. Potwierdzają to relacje m.in. byłych członków Młodzieżowej Organizacji Armii Krajowej „Huragan” z Zakrzewa, Grupy Kliczkowskiego z Tarnówki oraz lokalnych działaczy ruchu ludowego (tzw. PSL Mikołajczyka). Fizyczne znęcanie przybierało różne formy. Paweł Jęsiek ps. "Lew" (MOAK „Huragan” Zakrzewo) wspominał, że śledczy Kazimierz Haczyk przyciskiem wzywał dwóch „ubowców”. Według jego relacji kilkakrotnie w czasie przesłuchania był bity, dwukrotnie łamano mu w drzwiach palce lewej ręki. Najczęściej, prawie przy każdym przesłuchaniu, stosowano wobec niego torturę, która polegała na usadowieniu na nodze odwróconego do góry nogami taboretu. Każda zmiana pozycji powodowała bicie. Analogiczną relację przedstawił Leon Cywiński ps. "Zybul" (MOAK „Huragan” Zakrzewo), który przesłuchiwany był m.in. przez funkcjonariuszy Kwiecińskiego i Barana. Również członków antykomunistycznej konspiracji z Tarnówki traktowano w podobny sposób. Wiązano do krzesła, bito, polewano wodą. Znamienny jest przykład Wiktora Cz. ze wsi Górzna, z którym miałem okazję porozmawiać w 2017 roku. Podczas wojny przebywał na robotach w III Rzeszy. W 1945 roku zamieszkał w Górznej. Przypadkowo znalazł broń niedaleko objętego gospodarstwa. Zgłosił ten fakt komendantowi milicji, ten zaś zawiadomił UB, które aresztowało Wiktora Cz. pod zarzutem wrogiej działalności i przynależności do AK. Przez ponad tydzień przesłuchiwany był m.in. przez por. Rybaka. Według wspomnień Wiktora Cz. odbywały się one z reguły w porze nocnej. W ich trakcie był bity przez nietrzeźwych funkcjonariuszy tak mocno, że aż kilka razy stracił przytomność. Podczas naszej rozmowy Wiktor Cz. pokazywał mi ślady na swoim ciele, które mimo upływu lat stanowią namacalne świadectwo bestialstwa złotowskich funkcjonariuszy. Należy nadmienić, że zgromadzony w wyżej wymieniony sposób "materiał dowodowy" przyczynił się do skazania Wiktora Cz. na 2 lata pozbawienia wolności. Wyrok zapadł w "niezawisłym i wolnym sądzie" w Złotowie (ten sam sąd skazał mnie w 2014 roku za to, że protestowałem wraz z Kibicami Lecha Poznań przeciw wydatkowaniu publicznych pieniędzy na organizowanie spotkań z komunistycznym dziennikarzem i byłym tajnym współpracownikiem komunistycznego aparatu represji). Czy wobec podejrzanych o udział w zabójstwie Szczepańskich również stosowano tego rodzaju metody? Odpowiedź nie powinna nastręczać większych trudności. Oczywiste jest bowiem, że Jan K., Jan L. oraz Józef K. nie byli traktowani w sposób wyjątkowy i poddano ich standardowej "procedurze śledczej".

Dochodzenie w sprawie trójki podejrzanych zamknięto 27 czerwca 1946 roku. Oficjalna wersja zdarzeń według PUBP w Złotowie brzmiała następująco. 6 grudnia 1945 roku w domu Jana K. (u którego przebywali Jan L. i Józef K.) pojawili się trzej partyzanci. Dwóch po cywilnemu i jeden w mundurze wojskowym. Następnie wszyscy spożywali alkohol. Z pisma prokuratora wojskowego Stanisława Laxa z 21 maja 1946 roku (nadzorował dochodzenie) wynika, że w trakcie biesiady rozmawiano o zabójstwie Szczepańskiego. Dalej w dokumentach PUBP wskazane są przygotowania do napadu. W tym celu Józef K. i Jan L. udali się do znajomego milicjanta E.B. z Drożysk Wielkich, któremu pierwszy z nich zabrał mundur oraz opaskę (milicjant rzekomo o niczym nie wiedział, był chory i o 17 poszedł spać). Jan K. posiadał w domu mundur oraz czapkę wojskową. W dokumentach pojawia się istotny szczegół, że umundurowanie zostało przekazane "partyzantom" (w cywilnych ubraniach), by mogli dokonać napadu jako "bezpieczeństwo". Należy nadmienić, że Jan L. i Józef K. przynieśli także dodatkowy alkohol, który spożywano tego wieczora.

W ustaleniach śledczych brak informacji do kiedy trwała libacja. Znajdują się za to dwie wersje dalszego przebiegu zdarzeń. W pierwszej Jan L. zaprowadza trójkę "partyzantów" pod dom Szczepańskich. W drugiej towarzyszy mu także Józef K. Według śledczych z PUBP w Złotowie, partyzanci zabili małżeństwo Szczepańskich oraz zabrali im 90 000 zł. W dokumentach można jednak odnaleźć informację, że ta kwota była znacznie wyższa, że u wójta mogło znajdować się nawet 200 000 złotych (nie licząc innych wartościowych rzeczy). Nad ranem,"partyzanci" ponownie pojawili się w domu Jana K., opowiedzieli o zabójstwie i oddali umundurowanie. Rzekomo zostawili również dużą partię papierosów.

Z dokumentów UB wynika, że podejrzani przyznali się do winy, na swoją obronę podając, że nie meldowali PUBP o zdarzeniu, bo wierzyli propagandzie partyzantów na temat zmiany ustroju. Ponadto, że obawiali się o swoje własne życie. Materiał dowodowy zgromadzony przez PUBP w Złotowie został wzmocniony świadkiem. Był nim J.N. z Drożysk Wielkich. Niestety dokumentu z jego zeznaniem nie udało mi się dotychczas odnaleźć.

27 czerwca 1946 roku sporządzony został akt oskarżenia. Ponad dwa miesiące później sprawa trafiła przed obliczę komunistycznego sądu. 13 września 1946 roku Wojskowy Sąd Rejonowy w Szczecinie dał wiarę materiałom PUBP w Złotowie i skazał wszystkich oskarżonych na 10 lat pozbawienia wolności. Wymienieni nie odbyli jednak całości kary. Dzięki amnestiom ich wyroki uległy skróceniu i z czasem opuścili mury więzienia. Jakie były ich dalsze losy? To pytanie również wymaga przeprowadzenia kolejnych badań. Szczególnie w przypadku Józefa K., który zginął tragicznie 18 stycznia 1957 roku...wpadając na peronie pod nadjeżdżający pociąg.

Na koniec warto wspomnieć o donosach do UB, które pojawiły się przed i po procesie. Nie są one jednorodne. Wskazują bowiem różnych sprawców i motywy. Przykładem donos informatora o pseudonimie "Biały" (od kilkudziesięciu miesięcy czekam na udostępnienie jego teczki przez IPN, niewykluczone, że szerszy artykuł na temat tego człowieka ukaże się na 77400.tv). Rzekomo 27 listopada 1947 roku przekazał (ustnie) porucznikowi Kuchwiczakowi w jaki sposób zginął wójt Szczepański. Treść tego donosu pokrywa się w większości z ustaleniami śledczych z PUBP. Zawiera jednak ich istotne uzupełnienie. Mowa w nim bowiem o 3 rzekomych partyzantach. Jeden został wymieniony nawet z nazwiska. Chodzi o Ryszarda G., który w 1948 roku był świadkiem w procesie Jana Maćkowicza – działacza społecznego wywodzącego się z niezwykle patriotycznej rodziny (jego brat Izydor był kierownikiem ZPwN) oraz Wacława Rosenthala – wówczas byłego prezesa Zarządu Powiatowego Polskiego Stronnictwa Ludowego. Dwaj pozostali określeni w donosie (bez podania nazwisk) partyzanci to "osoba z Centralnej Polski" oraz "ten który zmarł". Agent "Biały" podaje także przebieg zdarzeń, który po części jest tożsamy z ustaleniami PUBP (powielanymi później przez komunistyczną propagandę). Jest więc wódka w domu Jana K., który rzekomo nakłania partyzantów do popełnienia zabójstwa. Są Józef K. i Jan L., którzy rzekomo zaprowadzają partyzantów pod dom Szczepańskiego. Nowymi informacjami podanymi w donosie są:

1. Wspólna libacja wójta i trójki partyzantów (uwaga: według jednego z zeznań, wójt od 18 do późnych godzin nocnych pił w towarzystwie innych osób. Między innymi A.W.)

2. Doprecyzowanie" autorów zabójstwa.

Rzekomo w krytycznym momencie Ryszard G., "ten z Centralnej Polski" i wójt wyszli z domu na podwórze i poszli do stajni. Tam "ten z Centralnej Polski" zastrzelił Szczepańskiego i ukrył jego ciało pod mierzwą. W tym czasie ostatni z partyzantów, "ten który zmarł", zamordował żonę wójta. Oczywiście do treści tego donosu należy podchodzić z dużym dystansem. "Biały" uzyskał bowiem te "nowinki" od kobiety, która była wcześniej w bliskich relacjach z Ryszardem G. (mieli nawet zawrzeć związek małżeński). Rozpowszechnianie tego rodzaju wiadomości mogło być zatem elementem zemsty. Poza tym istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że Ryszard G. nie przebywał w grudniu 1945 roku w Zakrzewie (wyjechał jesienią 1945, wrócił wiosną 1946 roku). Na koniec tych rozważań warto ponownie przywołać sprawę Rosenthala i Maćkowicza (1948 rok). W trakcie wspomnianego procesu Ryszard G. odwołał swoje zeznania, stwierdzając, że zostały złożone w wyniku zastosowania wobec niego przymusu fizycznego przez funkcjonariuszy UB. To właśnie dzięki temu sprawę skierowano do Wojskowej Prokuratury Rejonowej w Szczecinie celem uzupełnienia akt sprawy (2 stycznia 1949 roku), a następnie umorzono (30 czerwca 1949 roku). Czy tego rodzaju deklaracja padłaby z ust człowieka, na którego UB miałoby haka w postaci udziału w zabójstwie wójta i jego żony?

Niewątpliwie do wyroku z 13 września 1946 roku i ustaleń komunistycznego wymiaru sprawiedliwości w sprawie zabójstwa Szczepańskich należy podchodzić z ogromnym dystansem. Zwolennikom obowiązującej od 74 lat wersji warto zaś zadać szereg pytań. Dlaczego w ustaleniach śledczych pojawia się wątek wyposażenia "partyzantów" w mundury? Czy nie jest przypadkiem tak, że zabójstwa dokonali ludzie w mundurach (być może widziani przez miejscowych) i niekoniecznie byli w nie ubrani antykomunistyczni partyzanci? Czy znał ich agresywny dla nieznajomych pies ofiar? W tym miejscu czas na kropkę. Nie zamykam nią rzecz jasna tematu, bo przecież sprawa zabójstwa Szczepańskich wciąż czeka na wyjaśnienie.

 

Piotr Tomasz Krajeńskie Towarzystwo Historyczne

ps. Czytelników mających informacje na temat poruszony w artykule proszę o kontakt: [email protected]

Piotr Tomasz

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (0)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu 77400.tv z siedzibą w Złotowie jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.

Pozostałe